426 osób zaufało profilowi człowieka, który nie istnieje

Przez cztery i pół miesiąca prowadziliśmy na Facebooku profil Witolda Złotniewskiego. Miły pan po sześćdziesiątce z Lublina, książki na regale, sweter w jodełkę, posty o wiośnie i o tym, że po zmianie czasu ciężko się wstaje. Witold nie istnieje. Jego twarz, wszystkie zdjęcia i wszystkie filmy wygenerowała sztuczna inteligencja, a profil był projektem badawczym Fundacji eBezpieczni.org. Obserwowały go 426 osoby. Ponad sto z nich napisało do niego prywatnie.
W skrócie
- Profil działał od 21 lutego do 3 lipca 2026 i opublikował 101 postów.
- Zebrał 426 obserwujących, 1053 reakcje, 452 komentarze i 64 udostępnienia. Bez złotówki wydanej na reklamę.
- W opisie profilu od pierwszego dnia stała informacja, że to projekt fundacji wykorzystujący AI. Nie zmieniło to niczego.
- Każda osoba, która napisała wiadomość prywatną, natychmiast dostawała informację, że rozmawia z projektem, a nie z człowiekiem. Część pisała dalej.
- Najwięcej rozmowy wywoływały nie posty ładne, tylko te, w których Witold o coś prosił.
Jak zbudowaliśmy Witolda
Zaczęliśmy od sprawdzenia, czym żyje grupa, do której chcieliśmy dotrzeć: osoby po pięćdziesiątce, często mieszkające same, aktywne na Facebooku głównie po to, żeby mieć z kim porozmawiać. Tematy wyszły z obserwacji ich publicznych rozmów, nie z naszej głowy. Pogoda. Wnuki. Zmiana czasu. Ceny w sklepie. Wspomnienia z dawnych świąt. Zdrowie kolan.
Witold dostał wygląd dopasowany do tej grupy: rówieśnik, nie młodzieniec, mieszkanie z meblościanką, a nie loft. Ton wypowiedzi ciepły, trochę staroświecki, z bezpośrednim zwrotem do czytelnika. Zdjęcia i filmy powstały w narzędziach AI, koszt wytworzenia całej tej osoby był bliski zeru, a czas potrzebny na jedno zdjęcie liczyliśmy w minutach.
Nie kupiliśmy ani jednej reklamy. Cała społeczność zbudowała się organicznie, na tym, co Facebook sam podsuwał ludziom w kanale.
Co się wydarzyło
101 postów przez cztery i pół miesiąca. 1053 reakcje, 452 komentarze, 64 udostępnienia, 1242 kliknięcia w treść. Poniżej cztery wpisy o najwyższym zaangażowaniu, dokładnie w takiej formie, w jakiej widzieli je odbiorcy. Kliknięcie powiększa zdjęcie.




Najwięcej reakcji, dwadzieścia osiem, zebrał wpis o porannej kawie. Najwięcej rozmowy, osiemnaście i piętnaście komentarzy, wywołały dwa inne: o magnoliach i ten, w którym Witold napisał, że potrzebuje czyjejś życiowej mądrości, bo w sobotę nie wie już, czy to piątek, czy wtorek. Wrócimy do tego niżej, bo to najważniejsza obserwacja z całego badania.
Ostrzeżenie, które nie zadziałało
W sekcji „Informacje” profilu, od pierwszego dnia, stało zdanie: „W projekcie Fundacji ebezpieczni, wykorzystującym AI, edukacyjnie, życzliwie”. Napisane wprost. Dostępne dla każdego, kto kliknął w nazwę profilu.
Problem polegał na tym, gdzie stało. Przed nim były dwa ciepłe zdania o pomaganiu i dobrej energii. Ostrzeżenie wylądowało na końcu, po przecinku, bez kropki, jako trzeci człon wyliczenia. Ludzie czytają początek. Koniec doczytuje mniejszość, a jeszcze mniejsza część zatrzymuje się nad znaczeniem słowa „projekt”.
To jest wniosek, który przenosi się na każdą treść w internecie, nie tylko na naszą. Informacja umieszczona w miłym kontekście przestaje działać jak ostrzeżenie. Zaczyna być tłem.
Prośba o radę działała najmocniej
Wpisy, w których Witold dzielił się czymś ładnym, zbierały reakcje. Wpisy, w których o coś prosił, zbierały rozmowę. Różnica jest zasadnicza, bo reakcja trwa sekundę, a napisanie komentarza wymaga zaangażowania.
Prośba o radę odwraca role. Odbiorca przestaje być publicznością i staje się kimś potrzebnym, kimś, kto ma coś do zaoferowania. Dla osoby samotnej, która od dawna nie miała poczucia, że jest komuś przydatna, to jest bardzo mocny bodziec.
Dokładnie tego mechanizmu używają oszuści. Najpierw proszą o drobną radę albo o opinię. Potem o przysługę. Na końcu o pieniądze, zwykle w sytuacji przedstawionej jako nagła i wstydliwa. Witold zatrzymał się na pierwszym kroku, bo dalszych nie było w planie badania. Oszust nie zatrzymuje się nigdy.
Ponad sto wiadomości prywatnych
Do Witolda napisało prywatnie ponad sto osób. Pięć z nich napisało po ponad dziesięć wiadomości każda. Pojawiły się prośby o spotkanie na żywo. Pojawiła się sugestia bliższej relacji. Pojawiła się też propozycja, żeby Witold, jako osoba dobrze radząca sobie w mediach społecznościowych, zorganizował zjazd seniorów.
Każda z tych osób, natychmiast po wysłaniu pierwszej wiadomości, dostawała automatyczną odpowiedź z informacją, że pisze do projektu społecznego, a nie do człowieka. Część rozmów mimo to trwała dalej. Ludzie odpisywali, przesyłali pozdrowienia, czasem własne zdjęcia.
Nie publikujemy ani jednego z tych zdjęć, ani jednego nazwiska, ani jednego cytatu, po którym można kogoś rozpoznać. Te wiadomości były prywatne i takie zostają.
Co sprawdzić, gdy obserwuje nas ktoś nowy
Pięć rzeczy, które zajmują łącznie dwie minuty. Grafikę poniżej można powiększyć, zapisać na telefonie i pokazać rodzicom albo dziadkom.

- Sprawdź, kiedy powstał profil. Konto założone miesiąc temu, które ma już setki znajomych, to sygnał ostrzegawczy.
- Poszukaj zdjęcia w internecie. Wejdź na images.google.com, kliknij ikonę aparatu i wgraj zdjęcie. Prawdziwa fotografia zwykle ma swoją historię w sieci. Ta z generatora nie ma żadnej.
- Przyjrzyj się dłoniom i okularom. Palce, oprawki i wzory na swetrze to miejsca, w których sztuczna inteligencja wciąż się myli.
- Przeczytaj sekcję „Informacje” do końca. Właśnie tam, w ostatnim zdaniu, kryła się prawda o Witoldzie.
- Uważaj, gdy ktoś chce pisać poza Facebookiem. Prośba o numer telefonu, WhatsApp albo SMS to standardowy drugi krok w większości oszustw.
Rozmowa o tym z rodzicami działa lepiej, gdy nie zaczyna się od ostrzeżenia, tylko od pokazania. Można wejść z nimi na profil Witolda, który zostaje dostępny jeszcze przez kilka tygodni, i przejść przez niego razem. Zobaczenie, jak to wygląda od środka, robi więcej niż dziesięć przestróg.
Ulotka do wydruku na tablicę informacyjną
Jedna kartka A4 ze zdjęciem Witolda, najważniejszymi liczbami i dwoma kodami QR: jeden prowadzi do jego profilu, drugi do tego artykułu. Do wydrukowania i powieszenia na tablicy w domu kultury, przychodni, bibliotece albo w firmie.
Gdzie o tym opowiadamy
Nie budujemy z tego żadnego produktu ani pakietu szkoleniowego. Pokazujemy ten projekt ku przestrodze, w rozmowach, w które i tak się angażujemy: głównie w lubelskich domach kultury i ośrodkach szkoleniowych, gdzie Grzegorz Wysocki prowadzi okazjonalne darmowe spotkania dla seniorów.
Jeśli prowadzą Państwo taką placówkę albo chcieliby Państwo wziąć udział w takim spotkaniu, prosimy o wiadomość na kontakt@emedia.pl. Powiadomimy o najbliższym terminie.
Proszę przekazać to dalej
Ten tekst ma sens tylko wtedy, gdy trafi do kogoś, komu może się przydać. Zwykle jest to rodzic albo dziadek, który właśnie przyjął zaproszenie od kogoś miłego.
Można też pobrać gotową grafikę i wstawić ją na swój profil razem z linkiem.
Jak prowadziliśmy ten projekt
Profil był oznaczony jako projekt fundacji od pierwszego dnia. Nikt nie stracił pieniędzy. Nikogo nie prosiliśmy o dane osobowe, numer telefonu, adres ani numer konta. Żadne dane osobowe nie zostały nikomu przekazane ani nigdzie rozpowszechnione. Kontakt z żadną z tych osób nie posłużył do niczego poza celem społecznym tego badania. Każda osoba pisząca wiadomość prywatną była informowana natychmiast, że rozmawia z projektem.
Wszystkie zdjęcia i filmy na profilu zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Nie użyliśmy wizerunku żadnej prawdziwej osoby.
Jeśli ktoś poczuł się zawiedziony tą informacją, przepraszamy. Zrobiliśmy to po to, żeby nikt nie stracił oszczędności ani zaufania do prawdziwych ludzi.
Opublikowano 08.09.2026
Więcej na ten temat: Bezpieczeństwo w sieci Sztuczna inteligencja Facebook Seniorzy
Rozwiń z nami swój biznes on-line
Zobacz również
Skontaktuj się z nami i zacznijmy
budowanie Twojego biznesu!
Skorzystaj z bezpłatnej wyceny lub wyślij nam wiadomość
